Wypowiedź o "Innym życiu" w saloniku Boya w Wydawnictwie "Iskry". 

 

Kompletna, analityczna, błyskotliwie napisana biografia Jarosława Iwaszkiewicza, pisarza, który przez wiele lat wpływał na kształt polskiej kultury, tworzył literackie kanony estetyczne, budził zainteresowanie swoim życiem i aktywnością artystyczną.

 

 

"Potrafię być surowa, ale umiem docenić wnikliwe spojrzenie na biografię mego Ojca. Uważam za wielką zasługę autora, że zbadał ją tak dobrze, łącząc życie i twórczość, wykorzystując nieznane dokumenty. Wiele fragmentów tej książki, zwłaszcza dotyczących okresu ukraińskiego, to były rzeczy, których nie wiedziałam. I nawet było mi trochę wstyd z tego powodu".

Maria Iwaszkiewicz

 

"Wiele rzeczy w tym żywocie zadziwia. Zadziwia na przykład programowy i konsekwentnie realizowany estetyzm w czasie pierwszej wojny światowej i rewolucji październikowej. Wśród gorących wydarzeń – Iwaszkiewicz z Kozłowskim cały czas tłumaczą Rimbauda. W nowym świetle jawią się doświadczenia wojskowe autora Sławy i chwały w czasie walk na Podolu, gdy jednostka artylerii, w której służył, została użyta do pacyfikacji wsi ukraińskich. Wnikliwie, z uwzględnieniem wielu odcieni psychologicznych pokazana została sytuacja społeczna bohatera biografii, żyjącego i działającego w różnych równoległych hierarchiach społecznych, towarzyskich, zawodowych. Jego ambicja, aby w żadnej z nich nie być ubogim krewnym".

Jacek Łukasiewicz

 

"Znakomita książka! Piszę z rozmysłem „książka”, ponieważ – nie tracąc nic z walorów naukowych – jest to dzieło „do czytania”, przykuwające uwagę czytelnika, pasjonujące w lekturze. Daje się ono czytać na kilka sposobów: jako życiorys artysty, jako prolegomena do dziejów polskiej inteligencji i jako zarys historii polskiej literatury i kultury w okresie dwudziestolecia międzywojennego. (...) Poszczególne tematy i motywy tej opowieści kreśli autor z niesłychaną dbałością o szczegóły, które czerpie z rozmaitych i wielorakich źródeł, nieraz z nieznanych lub trudno dostępnych tekstów archiwalnych. Jego erudycja jest imponująca! Umie przy tym zachować delikatną równowagę pomiędzy wiernością faktom, a ich interpretacją, wielorakością danych, a przejrzystym tokiem narracji".

 Aleksander Fiut

 

"Ta opowieść o życiu i twórczości Iwaszkiewicza – jak to się mówi – rzeczywiście wyszła spod pióra autora, który literaturę zna, kocha i próbuje analizować, ma do tego solidne akademickie wykształcenie. Ale także badacza czytającego źródła, konfrontującego ze sobą różnorodne, a nieraz sprzeczne przekazy. Ostrożnego w stawianiu tez, niemniej nieubłaganego w tropieniu śladów, myślę, że bardzo przypominającego w tej metodzie historyków zawodowo nieufnych wobec faktów niepotwierdzonych, nazwalibyśmy je umownie – nadto literackich. Te penetracje źródłowe dały znakomite rezultaty, okazało się, że Radosław Romaniuk potrafił dotrzeć do informacji ważnych z biografii Iwaszkiewicza, a nieznanych nawet córce Marii, o czym pisze ona po lekturze tej książki".

Wiesław Władyka

 

"[...] Oniemiałem z zachwytu. Z podziwu dla autora tej biografii, Radosława Romaniuka. Dość już staremu czytelnikowi rzadko zdarza się stan określany zwyczajowo jako niemożność oderwania się od lektury, a to mi się w tym przypadku autentycznie przydarzyło. Pomijam w tym momencie erudycję biografisty – to przecież warunek podstawowy w przypadku takich prac. Zachwycił mnie kryształowy styl, język narracji, nieskazitelność polszczyzny, a jednocześnie jej obrazowość, plastyczność, gęstość. I jakaś uderzająca świeżość, oryginalność w spojrzeniu na postać i na epokę, która – zdawało by się – nieźle jest opisana w literaturze biografistycznej, historycznej, pamiętnikarskiej, a także w prozie".

Krzysztof Lubczyński

 

"Od dawna nie było tak panoramicznego obrazu kultury polskiej"

Henryk Martenka

 

"Czytam zatem <Inne życie> zaciekle, czytam jak kryminał, który się już kiedyś czytało, a jednak wciąż jest się ciekawym, kto zabił, ponieważ odkrywa się wciąż nowe ślady i poszlaki. Rzecz jest apokaliptycznie pełna szczegółów, nigdy wielkim wyznawcą drobiazgowych biografii nie byłem, a jednak od <Innego życia> się nie odrywam, więcej - wściekłość mnie ogarnia, że kolejny tom - bo to pierwszy tom tego monumentu, ledwo do wybuchu wojny doprowadzony! - w roku 2014 dopiero się ukaże. Bezsilna złość mnie ogarnia, w roku 2014 to ja już moge nie żyć, w przeciwieństwie do Iwaszkiewicza, który zdaje się żyć będzie jeszcze bardziej niż teraz" 

Krzysztof Varga

 

"Rozumna i rozumiejąca, możliwie kompletna, erudycyjna, dociekliwa, lecz stroniąca od pogoni za skandalem – czyż nie taka powinna być biografia wielkiego pisarza? Takiej biografii doczekał się wreszcie Jarosław Iwaszkiewicz. Taka właśnie biografia mu się należała. […] Opublikowane bez fanfar i gromkich zapowiedzi „Inne życie” zostanie z nami na długo i odtąd powinno towarzyszyć lekturze dzieł Iwaszkiewicza, które będziemy czytać, póki będzie istnieć polska literatura. Książka roku 2012?Najprawdopodobniej. A także wielu innych lat”.

Marcin Sendecki

 

 

„Warto zwrócić uwagę nie tylko na niebywałą staranność autora, który odnalazł fakty przedtem nieznane, ale także na sam sposób ich skonstruowania. Młody biograf stosuje metody stare jak świat, dziś zarzucone, ale – jak się okazuje – znakomicie się sprawdzające. [...] Romaniuk nie obawia się analizować wierszy i prozy Iwaszkiewicza, nie obawia się wdawać w trudne i czasem nieco freudowskie analizy homoseksualizmu pisarza, ale nigdy nie służy to ani sensacji, ani nawet zaspokojeniu naszej ciekawości, a jedynie pokazaniu całego kontekstu jego twórczości”.

Marcin Król

 

"Chętnie sięgam po biografie, właśnie czytam pierwszy tom nowej biografii Iwaszkiewicza Radosława Romaniuka. To według mnie wspaniała rozrywka. Dobre biografie jednoczą w sobie zalety powieści i prac historycznych, pokazują dramat wyjątkowego życia, maja też wartość terapeutyczną - mówią nam: wielcy tez się mylili. Dawniej czytano Plutarcha, teraz to miejsce zajęły biografie".

Adam Zagajewski 

 

 

 

Wydawnictwo „Iskry” 2012, ISBN: 978-83-244-0208-3, stron 620, okładka twarda z obwolutą.

 

Książka w księgarni wydawnictwa:www.iskry.com.pl/tytul/5425

 

Nagrody:

 

Nagroda "Nowych Książek" za rok 2012

 

 

Nagroda portalu literackiego granice.pl dla najlepszej książki roku 2012 w kategrorii "Perły z lamusa".

 

Rozmowy z autorem:

 W audycji Historie z szuflady Wojciecha Marczyka.

 

Audycja Doroty Gacek i Elżbiety Łukomskiej (16 X 2012, PR 2) poświęcona "Innemu życiu. Biografii Jarosława Iwaszkiewicza". Rozmowa z Radosławem Romaniukiem.

www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/704671/

 

Rozmowa Justyny Nowickiej z Radosławem Romaniukiem, przeprowadzona na Krakowskich Targach Książki, poświęcona biografii Iwaszkiewicza (PR 2).

http://www.polskieradio.pl/8/410/Artykul/713548,Inny-Iwaszkiewicz

 

Cykl godzinnych rozmów prof. Wojciecha Marczyka z Radosławem Romaniukiem, poświęcony warszawskim kontekstom biografii Jarosława Iwaszkiewicza (Radio dla Ciebie) . 

Część pierwsza: Iwaszkiewicz w Warszawie

Część druga: Stawisko w czasie wojny

Część trzecia: pisarz w PRL

 

Iwaszkiewicz niewyczerpany. Z Radosławem Romaniukiem - literaturoznawcą i nauczycielem, autorem właśnie wydanej biografii Jarosława Iwaszkiewicza, pt. „Inne życie”, o pasji związanej z Iwaszkiewiczem rozmawia Kosma Kulczycki ("Gogle").

http://www.gogle.waw.pl/Gogle/Ksiazka/Wpisy/2012/11/5_Iwaszkiewicz_niewyczerpany.html

 

Żył życiem innym. Radosław Romaniuk o swej fascynacji Jarosławem Iwaszkiewiczem ("Dziennik Polski", 13 XII 2012).

 

W programie "Życie na miarę literatury" Doroty Gacek i Andrzeja Franaszka (PR 2) rozmowa Ludwiki Włodek, Jacka Dehnela i Radosława Romaniuka.

Rozmowa z Radosławem Romaniukiem - laureatem Nagrody "Nowych Ksiażek". Audycję w PR 2 prowadzi Paweł Sawicki

http://www.polskieradio.pl/8/404/Artykul/772547,Radoslaw-Romaniuk-laureatem-nagrody-Nowych-Ksiazek

 

Agnieszka Goszczycka i Karolina Onufrowicz rozmawiają z Radosławem Romaniukiem o "Innym życiu" w cyklu "Książki pod lupą".

http://www.szkielkoioko.com/index.php/ksiazki-pod-lupa/qinne-zycie-biografia-jaroslawa-iwaszkiewiczaq-radoslaw-romaniuk

 

Ks. Andrzej Luter i Radosław Romaniuk na Warszawskich Targach Książki (2013)

 

O książce mówiono:

 

Jacek Poniedziałek poleca "Inne życie"

http://www.youtube.com/watch?v=5Jh90Bab7wY

 

O książce pisano:

 

Jagoda Wierzejska, Bardziej niż prawdziwy ("Nowe Książki" 2013, nr 2).

http://www.instytutksiazki.pl/polecane-artykuly,polecamy,29242,bardziej-niz-prawdziwy.html

 

 Janusz Drzewucki, Głodomór, pederasta i na dodatek poeta, "Twórczość" 2012, nr 2. 

 

Andrzej Szypuła, "Kamerton" nr 56/2012, s.214-215.

 

Janusz R. Kowalczyk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t. 1 (culture.pl).

 

Tadeusz Olszewski, Iwaszkiewicza dramat pederastii ("artPapier" 3/20013).

http://www.artpapier.com/?pid=2&cid=1&aid=3628

 

Marcin Król,  Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza ("Dwutygodnik" 2013, nr 99)

http://www.dwutygodnik.com/artykul/4210-radoslaw-romaniuk-inne-zycie-biografia-jaroslawa-iwaszkiewicza.html

 

Marcin Sendecki, Biografia Iwaszkiewicza - potencjał na książkę roku ("Art & Business")

http://www.artbiznes.pl/index.php/biografia-iwaszkiewicza-potencjal-na-ksiazke-roku/

 

Wiesław Władyka, Węzły życia i twórczości ("Polityka")

http://www.polityka.pl/kultura/ksiazki/recenzjeksiazek/1531843,1,recenzja-ksiazki-radoslaw-romaniuk-inne-zycie-biografia-jaroslawa-iwaszkiewicza.read#ixzz2AlTS7jrL

 

Beata Bednarz (granice.pl)

Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t. 1

 

Patrycja Chajęcka, Świat Iwaszkiewicza (xięgarnia.pl)

http://xiegarnia.pl/recenzje/swiat-iwaszkiewicza/

 

Michał Przeperski, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t. 1 (Histmag.org)

http://histmag.org/R.-Romaniuk-Inne-zycie.-Biografia-Jaroslawa-Iwaszkiewicza-t.-1-7361

 

Adam Kraszewski,  Radosław Romaniuk - inne życie (Natemat.pl)

http://recenzjeksiazek.natemat.pl/41381,radoslaw-romaniuk-inne-zycie

 

Leszek Bugajski ("Newsweek Polska").

 

Krzysztof Lubczyński (pisarze.pl)

Arcydzieło sztuki biograficznej

 

Henryk Martenka ("Tygodnik Angora")

Życie poety

 

Scathach, recenzja na portalu Sztulater.pl

http://www.sztukater.pl/ksiazki/item/8926-inne-zycie-biografia-jaroslawa-iwaszkiewicza.html

 

Norge, Z myślą o "życiu innym", wiódł to własne, niedoskonałe... (biblioNetka.pl)

http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=629100

 

Autorka bloga malgosia-india

http://malgosia-india.blogspot.com/2013/02/wielkie-biografie-maja-swoj-wasny-rytm.html

http://malgosia-india.blogspot.com/2012/11/ty-sie-zjawiasz-wciaz-na-nowo.html

http://malgosia-india.blogspot.com/2012/11/syszysz.html

http://malgosia-india.blogspot.com/2012/10/co-pod-sowami-lezy-niewyrazone.html

http://malgosia-india.blogspot.com/2012/10/inne-zycie.html

 

Autorka bloga Czytajmy Dobre Książki

http://czytajcie.blogspot.com/2012/11/radosaw-romaniuk-inne-zycie-biografia.html

 

Autorka bloga Słowem malowane

http://slowemmalowane.blogspot.com/2012/11/radosaw-romaniuk-inne-zycie-biografia.html

 

Marta Kowalczyk, Inne życie Jarosława Iwaszkiewicza (topkultura.pl)

http://topkultura.pl/artykul/inne-zycie-jaroslawa-iwaszkiewicza/190

 

Maria Kolesiewicz ("Dziennik Wschodni")

http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121106/KULTURA10/121109677

 

Adrianna Adamek-Świechowska, Żywot Jarosława Iwaszkiewicza w pełnej odsłonie (wiadomości24.pl)

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/8222_inne_zycie_8221_zywot_jaroslawa_iwaszkiewicza_w_pelnej_248681.html

 

Iwaszkiewicz i jego tajemnice ("PAP")

www.rp.pl/artykul/2,945116-Radoslaw-Romaniuk-o-Iwaszkiewiczu.html

 

Z okazji ukazania się książki "Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza", żona i przyjaciele autora oraz uczniowie warszawskiego Społecznego Gimnazjum "Startowa" przygotowali numer specjalny ukazującego się w szkole Internetowego Miesięcznika Startowej "Gogle". Zawiera on teksty:

 

Anna Romaniuk - "Radosław Iwaszkiewicz". Moje życie z autorem biografii

Anna Piwkowska - Trzy fotografie

Ewa Korulska - Nie tylko biografia

 

Z Tomaszem Łubieńskim i Anną Piwkowską na Startowej

Fragmenty książki:

 

W dwójkowym cyklu "To się czyta" Grzegorz Damięcki czyta pięć wybranych przez autora fragmentów "Innego życia. Biografii Jarosława Iwaszkiewicza".

http://www.polskieradio.pl/8/738/Artykul/718211,Jaroslaw-Iwaszkiewicz-kupuje-mandarynki

 

 

Szczyty (fragment rozdziału)

 

Dom w Kopenhadze (1)

Krótki wyjazd Jarosława Iwaszkiewicza do Sztokholmu w lutym 1931 roku

dość nieoczekiwanie dla niego samego zapoczątkował fascynację Skandynawią.

Pisarz podróżował w twórczym nastroju. W drodze powstały dwa wiersze,

wśród nich utwór o incipicie „Widzę co nocy bezdeń czarniawą…”, będący medytacją

nad kantowskim motywem prawa moralnego i gwiaździstego nieba.

„[…] Czytam i piszę cały dzień prawie, nie patrząc na miasto – donosił w liście

do żony – zrobiłem dużą korespondencję stąd do «Kuriera Warszawskiego»,

[…] poza tym przygotowałem i opracowałem nowy cykl wierszy, z których dwa

napisałem w drodze. Czytam niesłychanie ciekawe Dzieje Królestwa Jerozolimskiego,

które kapią po prostu od materiałów do mojego Henryka”1.

Nastrój, jaki go ogarnął, przypominający twórczą atmosferę pobytu w Heidelbergu,

w niczym nie sugeruje, że Iwaszkiewicz przybył do stolicy Szwecji

w interesach, wioząc pokaźną sumę gotówki, by zdeponować ją w szwedzkim

banku i uratować przed zakusami Spółki Myśliwskiej. Wróćmy jednak

do twórczości. Po trzech miesiącach na łamach „Wiadomości Literackich”

ukazał się przygotowany w Sztokholmie cykl dwunastu wierszy pod wspólnym

tytułem Noce, tworzących rdzeń przyszłego tomu Lato 1932.Mylna jest informacja,

że Iwaszkiewicz nie zwracał uwagi na miejsce, w którym się znajdował.

Fascynował go dwór szwedzki i koloryt monarchii, obcy jego współczesnemu

doświadczeniu, a bliski młodzieńczemu – z czasów Imperium Rosyjskiego. Już

po opuszczeniu Sztokholmu pisał o Szwecji w liście do żony: „[…] Kraj najbardziej

inny od wszystkiego, co się widzi w Europie, nawet od Hiszpanii, ależ

i czarujący. Rozumiem, że można umierać z tęsknoty za nim”2.Więzy uczuciowe

ze Skandynawią zostały nawiązane.

Propozycja objęcia stanowiska sekretarza Poselstwa Rzeczpospolitej w Danii

nie wiodła więc pisarza w tak przypadkowym kierunku, jak mogłoby się to

w pierwszym momencie wydawać.osiadłość, której wymagałoby wykonywanie

funkcji, oraz nowe środowisko po latach niestabilności wydawały się szansą realizacji

odłożonych pomysłów literackich, stwarzając warunki do pracy nad

projektowaną powieścią historyczną. Skandynawia kusiła atmosferą bliską

ostatnim wierszom. Iwaszkiewicz wiązał też ze stolicą Danii nadzieje na uzdrawiający

wpływ, jaki miało mieć dla nerwów żony oddalenie od Polski i Stawiska.

Po pięciu latach spędzonych na górnośląskiej i pięciu latach mieszkania

w Stawisku Kopenhaga – o której należało myśleć również w perspektywie lat

– jawiła mu się jako szansa stworzenia domu, którego nie dosięgną wpływy rodziny

w osobie apodyktycznej ciotki Pilawitzowej.

Przeprowadzka nie odbyła się jednak bezboleśnie i pierwszy raz w dziesięcioletniej

historii małżeństwa anny i Jarosława Iwaszkiewiczów zaznaczyła

istotne różnice co do wizji ich wspólnego życia. Pięcioletnia Tereska ciężko

chorowała.obawy o szkodliwy wpływ skandynawskiego klimatu na dzieci,wyolbrzymiane

w wyobraźni anny Iwaszkiewiczowej, paraliżowały radość z przeniesienia

się w nowe środowisko, którą próbował zaszczepić mąż.Dodatkowym

problemem okazały się skrupuły przed pozostawieniem w kraju ciotek Pilawitzowej

i Miaskowskiej oraz przywiązanie anny do Stawiska, które wobec perspektywy

wieloletniego wyjazdu okazało swą siłę.Małżonkowie w sposób niepozbawiony

gwałtownych spięć rozważali, czy wyjeżdżać do Kopenhagi oboje

(pisarz nie chciał słyszeć o wyjeździe bez żony), czy zabierać ze sobą córeczki

i czy obie, i kto jeszcze spośród członków rodziny pojedzie z nimi.gdy w końcu

warunki wyjazdu wyklarowały się, zmiana miejsca zamieszkania wydawała

się obojgu czymś nienaturalnym i wymagającym poświęcenia. „To, co jest takie

nieprzyjemne, to wrażenie, że odtąd, tak długo, jak to będzie trwało, nie będę

wiedziała, gdzie jest «u siebie», a to rzecz tak cenna” – pisała anna Iwaszkiewiczowa

w liście do francuskiej przyjaciółki rodziny,Hélčne Kahn-Caselli3.

Wylądowawszy w Kopenhadze, jeszcze samotnie, ostatniego dnia września

1932 roku, pisarz energicznie przystąpił do przygotowywania gruntu dla nowego

życia.Wynajął siedmiopokojowe mieszkanie w eleganckiej dzielnicy miasta,

przy gustav adolfsgade 5. usytuowane w narożniku na trzecim piętrze

kamienicy,dawało szeroki widok na trzy ulice.z windą,dwiema ubikacjami, centralnym ogrzewaniem, ciepłą i zimną wodą oraz kuchnią z piecem gazowym, było

diametralną odmianą wobec wiejskiego jeszcze w kwestiach cywilizacyjnych

Stawiska. amfiladowy rozkład pomieszczeń sprawiał, że z sali jadalnej otwierał

się widok na cztery kolejne pokoje. Pisarz meblował je sprzętami wykonanymi

według projektów Jerzego Hryniewieckiego, planował kolorystykę i wystrój,

ozdabiał zakupionymi w Paryżu obrazami.WKopenhadze kupił stary podłużny

stół z dębowego drewna. Lubił dotyk polerowanego latami dębu i w pewnych

okresach pracę przy stole w jadalni przedkładał nad siedzenie przy biurku. zabrał

stół później do Polski i mebel stanął w stawiskiej bibliotece. Iwaszkiewicz

chętnie pisał przy nim felietony, tłumaczył. Po śmierci stała na nim jego trumna.

„Nigdy nie miałem równie pięknego mieszkania jak w Kopenhadze” – wspominał

po latach. „[…]Wjadalni stał piękny stary dębowy stół z wysokimi gotyckimi

krzesłami i wisiały piękne martwe natury KamilaWitkowskiego […].z jadalni

wchodziło się do gabinetu, który był cały szary, aksamitne zasłony na

oknach, szaro wykładana podłoga. Przy jednym stole, na którym stało moje popiersie

z czarnego dębu roboty Ireny Wiley, ustawiono dwa głębokie, skórzane,

czerwone fotele. za gabinetem był jasny salonik z fortepianem i jasnym dywanem,

a za salonikiem pokój mojej siostry […].Na bladozielonej ścianie wisiał tu

duży, zielony obraz RafałaMalczewskiego, zamykając całą perspektywę amfilady

widokiemna grzbiet tatrzański i na dymy unoszące się nad lasami”4.Dziewczynki

po raz pierwszy miały zajmować własny pokój, zaś w umowie wynajmu oficjalnie

zapisano możliwość posiadania przez rodzinę kota.

Emocje związane z nowym mieszkaniem nieoczekiwanie odsłoniły ówczesny

skomplikowany stosunek pisarza do Stawiska. „[…] Mam takie wrażenie,

jak gdyby po raz pierwszy w życiu był to m ó j dom – nie twój – i zaczyna mnie

to przywiązywać do Kopenhagi i do mojego stanowiska”5 – pisał do żony z gustav

adolfsgade.Kusi annę poziomem cywilizacyjnym życia w Danii.zachwycają

go ceny warzyw, cygar, win i owoców morza (jest moment kryzysu ekonomicznego),

na równi z melancholijnymi kanałami Kopenhagi oraz statkami

wpływającymi do centrum miasta. „Jednym słowem «kraj szczęśliwy» i Polska

wydaje się stąd barbarzyńska, potężna, niespokojna, tragiczna i żywa”6 – podsumowuje.

„Kopenhaga trochę jak Sybir, powiadam – pisał do Karola Szymanowskiego

– ale jednocześnie daje abstrakcje do wszystkich niepotrzebnych i drobnych

rzeczy, i czasami można pomyśleć osobno o różnych rzeczach, które nie

dochodzą do głosu w gwarze ojczyzny”7. Również w nowej perspektywie, z jakiej

ukazywało ono Polskę, pisarz widział walor duńskiego miasta i wszystkie

przywołane epitety można odnieść do wizerunku kraju w historycznej powieści,

którą Iwaszkiewicz pisał, oczekując na przyjazd rodziny.

anna przyjechała z dziewczynkami, ich francuską wychowawczynią – panną

Blanche ansermoz, siostrą pisarza Jadwigą i zofią Kuświkową, niedawno

poślubioną żoną Władysława. Kilka miesięcy później urodzi ona syna, który

otrzyma imiona Jan Jarosław, a Iwaszkiewicz zostanie jego chrzestnym ojcem.

Na miejscu byli już Władysław Kuświk i zatrudniony przez Iwaszkiewiczów

kucharzWładysław Kucharski.Na kosztMSz sprowadzono z kraju część mebli,

samochód, zastawę stołową. Styl sekretarza poselstwa, który przybywał

z czteroosobową rodziną i czworgiem służby, musiał zadziwić współpracowników

i hołdujących minimalizmowi dyplomatów innych krajów, jeśli zważymy,

że w Kopenhadze na przykład nie znano instytucji prywatnych szoferów

i każdy prowadził samochód samodzielnie. zwielokrotnione przez plotkę

echa docierały również do Warszawy. „[…] Jego ambasada okazała się jedną

z najświetniejszych w małym państewku” – wspominała Irena Krzywicka.

„opowiadano sobie niebywałe historie o przepychu,w jakim żył, o olbrzymich

sumach, jakie wydawał”8. „[…] Młody, pogodny, doskonale się prezentujący” –

wspominała pisarza z kopenhaskiego okresu Kazimiera Iłłakowiczówna. „Jak

zawsze – z pewnym rygorem, który tylu ludziom zwykł odbierać naturalność,

jemu, przeciwnie, było daleko bardziej do twarzy niż z bezpośredniością i nieskrępowaniem”

9.

Dom prowadzono na wysokiej stopie, lecz racjonalnie i porządnie. Co rano

Władysław Kucharski przedstawiał annie Iwaszkiewiczowej projektowane

menu na dany dzień. Po zatwierdzeniu propozycji kucharz robił samodzielnie

zakupy, wpisując do zeszytu rachunkowego dokładne zestawienie wydatków,

po czym przygotowywał zaplanowane potrawy.Na podstawie owych zeszytów,

zachowanych w archiwum Stawiska, można powiedzieć wiele o stylu życia

nagustav adolfsgade, który łączył wysoki poziom i prostotę.To samo jedli „Jaśnie

Wielmożni Państwo” (jak tytułował Kucharski swych pracodawców, zapewne

również dla podniesienia własnej rangi) oraz ich służba. Początkowo

przedstawiane menu miało nawet dwie wersje: francuskojęzyczną dla państwa

i polską dla służby, a że obejmowały one te same potrawy, podział ten wkrótce skasowano. Jadłospis dni powszednich nie różnił się znacznie od dni świątecznych

i wypełniały go przede wszystkim dania kuchni polskiej. Kucharski przyrządzał

bogaty wybór mięs i ptactwa,w tym tak egzotyczne w Kopenhadze dania

jak comber z dzika po litewsku czy bigos podany na kolację podczas wizyty

Karola Szymanowskiego.W piątki i dni postu Kucharski serwował łatwo dostępne

w mieście ryby bądź dania z homarów, które stanowiły stały element

uroczystych południowych śniadań, obiadów lub kolacji. Swą karierę rozpoczynał

jako cukiernik, więc za punkt honoru uznawał dobór odpowiedniego deseru.

Do rodzinnej legendy przeszedł dzień, gdy anna Iwaszkiewiczowa zadysponowała

na deser kompot, zaś mistrz Kucharski, nie uznając kompotu bez

kruchych ciasteczek, zrobił trzy rodzaje ciastek, gotując oczywiście jednocześnie

obiad. Preferowanymi przezeń deserami były torty, babki śmietanowe, kawowe

bądź czekoladowe, ptysie, jabłka z migdałami, kruche ciasteczka, lody.gdy zapraszano

mniej oficjalnych gości, oprócz dań na gorąco mistrz przygotowywał

zimny bufet. Na stole stawały wówczas: szczupak faszerowany, szynka, sałatka

z indyka, pieczarki, boeuf Strogonow, parówki, sosy, tort, ciastka, owoce, lody

(bufet z dnia 29 kwietnia 1934 roku); sałatka z homara, indyczka, szynka, pstrągi

po hiszpańsku, sałata, boeuf Strogonow, tort, kompot (21 stycznia 1935).

Na kolację proponował potrawy z warzyw, jaj lub produktów mącznych10.

Doceniając zalety kopenhaskiego domu, anna Iwaszkiewiczowa przyjęła

postawę kontestacji nielubianego (jeszcze „na niewidziane”) miasta. Duńska

stolica wydała jej się prowincjonalna i pozbawiona charakteru. udzielała się

towarzysko bez radości, jaką przynosiły spotkania na Stawisku.zajmowała się

dziećmi z przesadną obawą o nowe, nieznane gatunki chorób, które mógł skrywać

klimat obcego miasta.Nawet życie wewnętrzne (religia, literatura i muzyka)

zyskiwały w nowej sytuacji przykry rys ucieczki od rzeczywistości.

W pierwszych dniach pobytu pisała do przyjaciółki: „Póki zajmuję się dziećmi,

wszystko jest w porządku, ranki spędzamy spokojnie, mamy czas dla siebie,

na pianino, na listy. ale te wizyty, które się zaczynają, a których z pewnością

będzie coraz więcej! Możesz sobie wyobrazić, z jakimi ludźmi muszę się

spotykać i te rozmowy, szczególnie teraz («Długo jest pani w Kopenhadze? Jak

się pani podoba miasto?» etc.), nudzą mnie i męczą. Nie muszę ci mówić, jak

żałuję mojego życia na Stawisku”11. I dalej: „W Stawisku, kiedy wychodzę

w pole, patrzę na krowy wracające do obory, prace w ogrodzie, a wieczorem spoglądam na niebo z mrugającymi gwiazdami, mówiącymi o ogromie światów,

które nas otaczają,mam momenty prawdziwego szczęścia, których nie zamieniłabym

na nic na świecie. Mam uczucie takiej samowystarczalności, że

mogłabym spędzać całe dnie, nie wychodząc – ze swoimi myślami, przy pianinie,

z dziećmi – jest to stan bardzo miły, ale z drugiej strony odczuwam czasem

niepokój o przyszłość (szczególnie ze względu na Jarosława), gdy widzę,

jak silne jest moje oderwanie. Mam dziwaczne wrażenie, że całe moje życie

rozgrywa się jakby «na stronie»”12.

ujemnego towarzyskiego bilansu nie zmieniła w oczach żony pisarza krótka

wizyta Karola Szymanowskiego i dwa koncerty radiowe 19 i 20 stycznia

1933 roku, na których wystąpił razem z grzegorzem Fitelbergiem i orkiestrą

Symfoniczną Radia Duńskiego, wykonując partię fortepianową skomponowanej

przed rokiem IV Symfonii. Była to zagraniczna premiera tego utworu

i zarazem jeden z pierwszych występów Szymanowskiego w roli pianisty koncertowego.

Iwaszkiewiczowie słyszeli Symfonię również po raz pierwszy

i po kopenhaskim koncercie anna uznała utwór Szymanowskiego za „najpiękniejsze

dzieło naszej epoki”13. Sam kompozytor i wykonawca z wielkim zadowoleniem

pisał o swym samopoczuciu w Kopenhadze, podkreślając znakomity

apetyt w dniu koncertu. „[…] Specjalnie w Kopenhadze nażarłem się ostryg

i homarów ile wlezie!”14.Dodajmy, że obszerny fragment występu z 20 stycznia

1933 roku zarejestrowano i obok nagrania Mazurków z op. 62 stanowi on

jedyne świadectwo pianistyki Szymanowskiego.

Pomijając występ przyjaciela, Iwaszkiewiczowie brali aktywny udział w koncertowym

życiu Kopenhagi.Wstolicy Danii występowała podejmowana przez

poselstwo Wanda Landowska, a także Vladimir Horowitz, Sergiusz Rachmaninow,

Conchita Supervia. Na ich koncertach Iwaszkiewiczowie bywali razem

bądź osobno.Wielkie wrażenie wywarła na obojgu murzyńska śpiewaczkaMarian

anderson. Efekt przechodzenia od kontraltu do dramatycznego sopranu

w dialogu Erlköniga goethego czy wykonywane przez nią pieśni negro spirituals

stały się jednym z ważniejszych przeżyć artystycznych tego okresu.

Pamiętając sceptycyzm co do kopenhaskiego towarzystwa, który przebija

z przywołanych zdań anny Iwaszkiewiczowej, trudno uwierzyć, że dom

przy gustav adolfsgade, dzięki energii i towarzyskiemu urokowi pisarza, bardzo

szybko zyskał w kręgach dyplomatycznych stolicy Danii sławę salonu towarzyskiego niepośledniej jakości, zarówno pod względem przymiotów gospodarzy,

jak również z powodu oprawy i kunsztu kulinarnegoWładysława Kucharskiego.

Iwaszkiewiczowie nawiązali w Kopenhadze wiele znajomości, dystansując w tej

sferze daleko zwierzchnika pisarza, posła Michała Sokolnickiego. zaprzyjaźnili

się z tłumaczką literatury skandynawskiej i poetką Felicją Baumgarten oraz referentką

prasową polskiego poselstwa zofią gulińską. Bliskie więzy połączyły

ich z duńską rodziną Fennebergów – młody poeta i profesor, Paul Fenneberg,

poznany wWarszawie w 1928 roku, uczył pisarza języka duńskiego i był towarzyszem

jego wędrówek po półwyspie. Bliskim przyjacielem Iwaszkiewiczów

został francuski dziennikarz Yves Morvan, który nieco później, posługując się

nazwiskiem JeanMarin, będzie bliskim współpracownikiem Charles’a de gaulle’a,

po czym na przeszło dwadzieścia lat zostanie szefem agence France-Presse.

zaprzyjaźnili się z krytykiem muzycznym Williamem Behrendem, młodą

aktorką EbbąWith, rodzinami malarzaMoltkego i francuskiego radcy handlowego

Tisseau, który w wolnym czasie tłumaczył Kierkegaarda.Nawiązali znajomości

z kopenhaskimi dyplomatami: sekretarzem poselstwa szwedzkiego Thybergiem,

radcą amerykańskiej placówki Northem Winshipem, sekretarzem

poselstwa włoskiego Mario Pansą, rodziną posła argentyny. Młodej żonie argentyńskiego

posła, Carmen Quintanie, polski sekretarz wpadł nawet w oko.

Po pierwszym półroczu pobytu Iwaszkiewiczowie naliczyli w Kopenhadze

sześćdziesiąt znajomych rodzin.

Polska placówka dyplomatyczna nie była wielka. Jej personel tworzyli poseł

Michał Sokolnickie sekretarz i zarazem kierownik wydziału konsularnego,

oraz pięciu pracowników kontraktowych: archiwistka, kancelistka, księgowy

oraz radcy emigracyjny i handlowy. W zabiegu mianowania Iwaszkiewicza

drugim sekretarzem, przy nieobecności pierwszego i faktycznym wykonywaniu

przezeń wszystkich należących do sekretarza obowiązków, można dopatrzeć

się chęci zachowania hierarchii służbowej, w której młody urzędnik

z niespełna kilkuletnim stażem na innego rodzaju stanowisku znajdowałby się

w należytej hierarchicznej odległości od wrażliwego na tym punkcie posła Sokolnickiego.

obserwując aktywność, styl życia i towarzyskie sukcesy podwładnego,

poseł skwapliwie tytułował Iwaszkiewicza „panem sekretarzem”, czując

że postronni obserwatorzy byliby skłonni do obsadzenia pisarza w nieco wyższej

randze.

Iwaszkiewicz nie chciał, by jego posada w poselstwie stała się symboliczną

synekurą. „[…] Nie przypuszczam, abym miał tu dużo do roboty, gdybym się

chciał ograniczać tylko do prac biurowych – donosił w pierwszych dniach pobytu

– ale kwestie szkolnictwa, opieki nad wychodźstwem, stowarzyszeń robotniczych

itd., to bardzo wiele i chciałbym tutaj zrobić coś naprawdę”15.Także

owa „wola czynu” spotykała się z niezrozumieniem anny. Nie widziała

sensu utrzymywania w polskości dzieci emigrantów, które nigdy nie miały zamieszkać

w kraju przeżywającym w tamtym okresie wyż demograficzny.Działania

męża stanowiły w jej oczach szkodliwe utrwalanie „psychologii emigrantów”.

„Mówię o tym Jarosławowi, ale on inaczej się na to zapatruje, tak mówi,

ale w gruncie rzeczy mam wrażenie, że też tak czuje, tylko samemu sobie tego

nie przyzna” – pisała w Dziennikach16.Nie brała jednak pod uwagę, że jej mąż

znał z własnego doświadczenia psychologiczne problemy życia polskiej diaspory.

To właśnie, prócz naturalnej zdolności działania w rozmaitych środowiskach,

było tajemnicą poważnego stosunku Iwaszkiewicza również do tych

obowiązków, które z dzisiejszej perspektywy nie zasługiwały na jego czas.

okazją do publicznego debiutu na stanowisku sekretarza były obchody

rocznicy odzyskania niepodległości w listopadzie 1932 roku. oficjalnie dyplomatyczne

ostrogi pisarz zdobył pół roku później, podczas kilkudniowych uroczystości

na cześć Konstytucji 3Maja, pełnił wówczas funkcję chargé d’affaires.

Wdzień uchwalenia Konstytucji na spotkaniu z emigracją w odense objaśniał

zebranym jej cele i uczestniczył w uroczystej mszy. Kilka dni później, podczas

spotkania w siedzibie związku Polaków w Kopenhadze, wysłuchał „pięknego

wykładu o Konstytucji 3 Maja”, który wygłosił referent poselstwa. „[…] Młodzież

wykonała szereg pieśni, a pani antczakowa zadeklamowała dwa wiersze.

Po obchodzie bawiono się w znakomitym nastroju do późnej nocy” – relacjonował

miesięcznik „Polacy w Danii”17. Miesiąc później pisarz przemawiał

na zlocie młodzieży polskiej w Maribo.

Nawet wiersze „pani antczakowej” i dziewiętnastowieczna atmosfera duńskiego

wychodźstwa (periodyk „Polacy w Danii” publikował w odcinkach

Sienkiewiczowskiego Latarnika), do której można byłoby zastosować określenie

z prywatnego języka anny i Jarosława „patriotyczna öka”, nie zraziły sekretarza

do pracy organicznej.Wręcz przeciwnie, potrafił dostrzec w nich osobliwy

koloryt i wagę idealizmu. W Boże Narodzenie 1934 roku, które spędził samotnie w Danii, powstał przywoływany już wiersz Wigilia Nowej Polski.

ukazał się na pierwszej stronie „Polaków w Danii” jako jedyny drukowany tam

utwór pisarza, dodając do gotowego już Powrotu do Europy nieco patriotycznego

patosu rodem z Mickiewiczowskich Ksiąg pielgrzymstwa.gdy znamy okoliczności

jego powstania, trudno w religijnej temperaturze wiersza nie dostrzec

ognia, przy którym chciał ogrzać się dwudziestowieczny dobrowolny pielgrzym,

dzieląc ze swymi poprzednikami doświadczenie samotności.anna, obserwująca

z pewnym zdziwieniem aktywność męża, wkrótce po przyjeździe

do Kopenhagi informowała Casellę, że Jarosław jest „bardzo zaabsorbowany”

oraz „jak mi się wydaje, nie ma tego destruktywnego poczucia nieużyteczności

tego rodzaju rzeczy”18, jakie odczuwa ona. „Pan sekretarz Iwaszkiewicz odwiedził

cały szereg ośrodków wychodźczych w Danii i potrafił w ciągu tych kilku

miesięcy – dzięki serdecznemu stosunkowi do wychodźstwa – zaskarbić sobie

szczerą sympatię” – chwalił pisarza przywoływany duński miesięcznik19. Nie

wszystkie obowiązki, jak można się domyślać, pisarz wykonywał z równym zaangażowaniem.

Stanisław Baliński, który w 1935 roku przejął jego stanowisko,

wspominał, iż sekretarka poselstwa żaliła mu się, że jego poprzednik „nic nie

robił, wszystkie raporty pisała ona”20. ale mógł to być również sposób motywacji

kolejnego urzędującego artysty.

Wypada wspomnieć jeszcze jeden szczegół pracy Jarosława Iwaszkiewicza

w Kopenhadze – epizod równie ważny, co tajemniczy. Wydarzenie to miało

miejsce w pierwszej połowie 1933 roku i znane jest jedynie dzięki wzmiance

w opublikowanej w 1974 roku antologii Skandynawia w oczach Polaków oraz

adnotacji pisarza na egzemplarzu ze swej biblioteki. W zamieszczonym

w książce tekście Kiedy znów wojna? znajduje się dwuzdaniowa wzmianka:

„Przed Wielkanocą 1933 roku pewien dyplomata zagraniczny przekazał do

Kopenhagi wiadomość, że w czasie świąt 250 szturmowców hitlerowskich ma

przekroczyć granicę niemiecko-duńską i dokonać aneksji Schleswigu. ujawnienie

tych planów i przeciwdziałanie ze strony duńskiej udaremniło ten zamach”

21.W egzemplarzu książki należącym do pisarza obok tych zdań Jarosław

Iwaszkiewicz zapisał na marginesie: „Ja”. Brak innych świadectw

dotyczących politycznej roli sekretarza polskiego poselstwa prócz przywołanej

wzmianki i adnotacji. Sprawa ta po raz pierwszy wypłynęła na światło dzienne

w opublikowanej w 1994 roku monografii pisarza pióra Andrzeja Zawady.

Jako obiektywny dowód jej autor wskazuje fakt przyznania Iwaszkiewiczowi

przez królaDanii Chrystiana wysokiego odznaczenia,orderu Sztandaru (Dannebrogordenen22),

które pisarz otrzymał 27 kwietnia 1935 roku.Wiadomość

o tym odznaczeniu, potencjalnie atrakcyjna kawiarniana plotka, nie pojawia się

w żadnym z biograficznych świadectw osób z warszawskiego kręgu pisarza

i prawdopodobnie utrzymywana była w tajemnicy.

Powodem dyskrecji Iwaszkiewicza w obu tych kwestiach musiała być konieczność

ukrycia źródła, z jakiego pochodziła informacja, i ochrona osoby

znajdującej się wówczas w bliskim kręgu pisarza. Jakkolwiek było, Iwaszkiewicz

już na początku swej pracy w Kopenhadze otarł się o wielką międzynarodową

politykę i miał szansę przekonać się, nieco wbrew wyznawanemu pesymistycznemu

poglądowi w tej kwestii, że jednostka posiada niekiedy wpływ

na historię i energiczne działanie potrafi, na moment, zmienić bieg dziejów.

Niedobrze wiodło się natomiast przy gustav adolfsgade. Po sześciu miesiącach

pobytu w Kopenhadze anna Iwaszkiewiczowa zdecydowała się wrócić

z dziećmi na Stawisko, motywując decyzję koniecznością dopilnowania prac

w gospodarstwie i korzyściami, jakie dla zdrowia córeczekmieć będą wiosna i lato

spędzone na wsi.Wraz z nią wyjeżdżała Jadwiga Iwaszkiewiczówna.opuściły

Kopenhagę 5 maja 1933 roku, w trakcie uroczystości ku czci Konstytucji,

a pożegnanie odbyło się w atmosferze bliskiej rozstaniu małżonków. „Cały mój

wyjazd do Kopenhagi był spowodowany chęcią wyrwania Hani spod wpływu

ciotek i dania jej własnego domu w całym tego słowa znaczeniu” – pisał Iwaszkiewicz

we wspomnieniach. „ale wyhodowana jak roślina w piwnicy już tego

wyrwania nie wytrzymała, dałem jej w Kopenhadze idealne warunki, cudowne

mieszkanie, fantastyczną służbę […] – ale nie wytrzymała w tym otoczeniu

i uciekła wraz z dziećmi przy pierwszej sposobności w cień tamtych gigantycznych

postaci […]”23. „Kopenhaga okazała się kompletną klapą” – podsumowywał

w innym miejscu. „Hania wyjechała jak tylko mogła najwcześniej, opuszczając

«mój» dom i wracając do «swego» domu, do Stawiska, do cioć i spraw

związanych z dziećmi. zostawałem w Kopenhadze sam na całe długie lato”24.

Dziewięcioosobowy dom niemal opustoszał. z Iwaszkiewiczem pozostała

trzyosobowa rodzina Kuświków,Władysław Kucharski i kotka Bukasia.Między

Kopenhagą i Stawiskiem zaczęła płynąć codzienna korespondencja,w której pisarz

próbował skłonić żonę do wyklarowania ich osobistej sytuacji.Wyrazy miłości, czułości i tęsknoty przeplatały się w jego listach z wyrzutami,w których jak

refren pojawiają się zdania o „porzuceniu” go, a nawet o rozwodzie, który wróżą

impracownicy poselstwa. Jedynym ustępstwem na rzecz męża, jakie Anna Iwaszkiewiczowa

podjęła, była kuracja w szpitalu dla nerwowo chorych w Tworkach,

dokąd latem 1933 roku dojeżdżała na zastrzyki zaordynowane jej przez wybitnego

lekarza, późniejszego historyka polskiej psychiatrii, doktora Jana Gallusa. Kuracja

o tyle inna od poprzednich, że odbywana w atmosferze bliskiej pewności,

że jej dolegliwości nigdy nie miną i że jest chora nieuleczalnie.

Szczególnie interesującym, momentami wręcz przejmującym świadectwem

tęsknoty pisarza za rodziną, są ówczesne listy do córeczek – wśród nich teksty

stylizowane na pisane przez ich kopenhaską kotkę Bukasię.Poza swym urokiem

dają one wiele szczegółów na temat codzienności na gustav adolfsgade. Były

również dla córek czymś w rodzaju lekcji uwagi. „Kochane Moje Siostrzyczki,

Marysiu i Tereniu!” – pisał ojciec 21 maja 1933 roku. „Tak bardzo tęskniłam

za wami po waszym odjeździe, że postanowiłam nauczyć się pisać, aby móc

przynajmniej w ten sposób dać wam znać o sobie. Bardzo mi tu smutno i tęskno

bez was, przez pierwsze trzy dni ciągle siedziałam w moich kochanych sprężynach,

które mi tak przypominają moje szczęśliwe dzieciństwo.Wybiegałam

tylko na każdy dzwonek,myśląc, że to wy już wracacie.ale potem oswoiłam się

z moim stanem i nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Przekonałam się przede

wszystkim, że ojciec jest bardzo miłym człowiekiem. Lubię go teraz i jestem

szczęśliwa, kiedymnie czasemzabierze na noc do swego pokoju.Kazał otworzyć

drzwi na balkon i ustawił tam te kwiaty, które dawniej były dla gości, a teraz są

dla mnie. Chodzę sobie między nimi, skaczę jak po jakim ogrodzie i bardzo mi

miło czas schodzi.zawsze przy tym mam jakąś robotę: to trzeba kaktusy kłujące

powyjmować z wazoników, to rozedrzeć torbę z piaskiemi wysypać jej zawartość

na podłogę, boby inaczej Władek zapomniał go zmieść, to znowuż muszę

powyjmować kwiaty z wazonów; zwłaszcza to zajęcie bardzo lubię, wczoraj ojciec

przyniósł parę irysków, nie macie pojęcia, ile mnie trudu kosztowało, zanim

wszystkich nie powyjmowałam z wazonu. Rankami znowuż siedzę na lufciku

i miauczę do wróbli i do gołębi, siadam na tylnych łapkach, wyciągam przednie

– ale niestety nic jeszcze w nie nie wpadło. Kończę już ten list, bo mnie łapka

boli.Napiszcie do mnie koniecznie, bo mi bardzo smutno. Ściskam was serdecznie

i bez pazurków, wasza przywiązana siostra, Bukasia Iwaszkiewiczówna”25.


 

Dom w Kopenhadze (2)

Pocieszeniem i psychiczną odskocznią pisarza stały się podróże po Danii

i praca literacka. odwiedziny „ośrodków wychodźczych”, o których z aprobatą

wspominał emigracyjny miesięcznik, były dlań nie tylko obowiązkiem, lecz i niemałą

przyjemnością. zafascynowała go „dzika Dania”, która otwierała się poza

Kopenhagą, niepodobna w niczym do znanej pisarzowi środkowoeuropejskiej

prowincji. Przykuwała uwagę specyficzną mieszanką wyrafinowanej kultury

i prymitywizmu, wynikającego z konieczności walki z naturą. Wybudowane

w cieśninach fiordów kolorowe portowe miasteczka były przytulne i czyste.

Na senny rytm ich życia i sielankową malowniczość krajobrazów rzucał jednak

cień niepokój, jaki wzbudzało morze.ulubionym duńskim miastem Iwaszkiewicza

stało się Hellebćk, łączące miejską zabudowę, a w niej pałac z XVIII wieku,

plażę i las.Wyruszał tam na weekendy i letnie popołudnia w towarzystwie Paula

Fenneberga i jego rodziny.Ważnymi przeżyciami stały się odwiedziny odense,

miejsca urodzenia Hansa Christiana andersena, oraz wycieczka do zamku

w Kronborgu, należącego do duńskiego księcia Hamleta, z miejscem jego symbolicznego

pochówku.Wrażenia te przygotowały grunt pod późniejsze zainteresowanieDanią.

Wtamtymokresie powstał pierwszy przekład literacki Iwaszkiewicza

z języka duńskiego – opowiadanie Noc październikowa Johannesa V. Jensena

– prawdopodobnie było to zarazem ćwiczenie językowe i szansa zagłębienia

się w literaturę fascynującego pisarza kraju. „Nowela jest znakomita i przekład

niezwykle piękny. Jednak w 1933 roku władałem językiem polskim z większą

bujnością i swobodą niż dziś […]”– stwierdził pisarz, odczytując swój

przekład po latach26. W początku lat trzydziestych zajmowała Iwaszkiewicza

przede wszystkim praca nad prozą czerpiącą soki z gleby ojczystej – najpierw

Czerwonymi tarczami, później Pasjami błędomierskimi. Rozpraszały go problemy

rodzinne, irytowała nie najlepsza atmosfera w poselstwie. Po latach z pewną dozą

przesady będzie wyrzucać sobie ówczesną ignorancję, duchowe lenistwo i niewykorzystanie

lat spędzonych w duńskiej stolicy.zainteresowanie literaturą tego

kraju, przekłady Kierkegaarda, Andersena i Banga, książka poświęcona krajobrazowi

i kulturze Danii – wszystko to dojrzewać będzie kolejnych trzydzieści lat.

gdy żona wyjechała, Iwaszkiewicz przystąpił do intensywnej pracy nad

rozpoczętą już powieścią historyczną, którą w korespondencji określał mianem

„czegoś zewnętrznego” wobec Kopenhagi27. „Pracuję teraz jak wariat – do

czwartej w poselstwie, po czwartej u siebie” – pisał do Hélčne Kahn-Caselli.

„Piszę moją nową powieść z niewiarygodnym zapamiętaniem – padam ze

zmęczenia, nie wychodzę, nie robię wycieczek, zamknąłem drzwi przed życiem

światowym i nie widuję nikogo, żyję niczym eremita”28.

Po metafizycznej pauzie wierszy Lata 1932 pisarz powrócił do problematyki

Polski i Europy, umieszczając ją w epoce średniowiecza, okresie wyboru

możliwości oferowanych przez historię i tworzenia modelu politycznych relacji

między narodami. Na pierwszy rzut oka wyabstrahowana ze współczesności

powieść miała być refleksją na temat Polski, podjętą z perspektywy dziejów

kontynentu. Stanowiła również próbę opisania rozterek autora związanych

z uczestnictwem w życiu społecznym.

Czerwone tarcze są jedną z nielicznych powieści Iwaszkiewicza, w której

występuje klasyczny pierwszoplanowy bohater. Roboczą wersję utworu autor

bardzo długo określał tytułem Henryk, rozważał również tytuł Książę Henryk

Sandomierski, w obu przypadkach sankcjonując powieściową rolę nadaną postaci

księcia. Jeśli wierzyć informacji ze wspomnień o podróżach pisarza

do Sandomierza, osoba władcy fascynowała go już w 1921 roku, a pierwszy

pobyt w mieście i jego okolicach był już związany z poszukiwaniem realiów

do utworu o nim29. Pomysł dojrzewałby więc dziesięć lat.

Henryk Sandomierski, syn Bolesława Krzywoustego i Salomei z Bergu, nie

objąwszy przed śmiercią matki przyznanej mu przez ojca dzielnicy sandomierskiej,

podróżował po Europie, odwiedzając dwory spokrewnionych z matką

władców. Jako jeden z kilku Polaków owego czasu dotarł do Jerozolimy, wraz

z rycerzami krzyżowymi walczył z niewiernymi, gościł na dworze króla jerozolimskiego

Baldwina III. Legenda mówi o jego związkach z zakonem templariuszy.

Jan Długosz pisał o nim jako o pogardzającym rzeczami ziemskimi

księciu-filozofie. Faktem jest, iż był jedynym synem Krzywoustego, który nie

podjął walki o dzielnicę senioralną, mimo instynktu państwowego, o którym

świadczy fakt, że pierwszy spośród książąt pieczętował się własną pieczęcią

i na mocy testamentu przekazał należącą doń dzielnicę młodszemu bratu Kazimierzowi

Sprawiedliwemu. Jeśli dodamy niejednoznaczne okoliczności jego

przedwczesnej śmierci, nieznane miejsce pochówku i sandomierską legendę

o ucieczce z ukochaną kobietą do wybudowanego dla niej podziemnego pałacu,

szkielet dzieła literackiego stworzony przez mity i historyczne fakty okaże

się niezwykle intrygujący.

Lapidarność i niejednoznaczność materiału historycznego dawała pole wyobraźni

pisarza, z kolei to, co wiadomo o życiu księcia, skłaniało, by wyposażyć

literackiego Henryka Sandomierskiego w horyzonty znacznie wykraczające

poza skalę wartości reprezentowaną przez pogrążonych w walce o dzielnicę senioralną

książęcych braci. Iwaszkiewicz przedstawia kształtowanie się europejskiej

świadomości władcy, na dworach Europy poznającego kultury, przy których

jego kraj jawi się jako barbarzyński, potężny – w sensie nieogarnionego

potencjału – niespokojny, tragiczny i żywy. autor zdecydował się przy tym

na wspomnianą faktograficzną manipulację, przesuwając datę podróży Henryka

Sandomierskiego do ziemi Świętej z 1154 na przełom 1151–1152 roku.

Dzięki zaoszczędzonym dwóm latom zaprowadził księcia na dwór sycylijskiego

króla Rogera, znajdujący się wówczas w epoce rozkwitu przechodzącego

w schyłek. Iwaszkiewicz nie mógł odmówić sobie imaginacyjnej wizyty na Sycylii

w połowie XII wieku i zobaczenia oczyma pobożnego polskiego księcia

oblicza Pantokratora w Capella Palatina w Palermo, ruin pogańskich świątyń,

dzikich i pięknych pasterzy oraz przepychu dworu Rogera. Strony poświęcone

sycylijskiej podróży opalizują barwami, są jedną z piękniejszych wizji literackich

pisarza, oddając zachwyt i obcość, ambiwalencję odczuwaną wówczas

przez samego autora w krainie południowego piękna. Fikcją literacką była

również rozmowa Henryka z Fryderykiem Barbarossą, przeprowadzona pod

Krzyszkowem w 1157 roku. Przyszły cesarz niemiecki, ukochana postać heidelberskich

przyjaciół pisarza, proponuje księciu koronę króla Polski w zamian

za lenne podporządkowanie swych ziem. Propozycję tę Henryk odrzuca.

Iwaszkiewicz przypisał sandomierskiemu księciu marzenie o zjednoczeniu

kraju i likwidacji zgubnych skutków testamentu ojca.Konstytucja duchowa nie

pozwala mu jednak udźwignąć zadań, które przed sobą stawia.Nie jest w stanie

ani ich realizować, uciekając się do bezwzględnego i brutalnego działania

właściwego swym wybitnym przodkom, ani odrzucić.Henryk Iwaszkiewicza,

sandomierski Hamlet, przeżywa konflikt między instynktem państwowym

i racjami moralnymi – w jego odczuciu są to sprzeczne żywioły. Rozmyślając

o pochodzeniu władzy dziada i ojca, dochodzi do wniosku, że zawdzięczali ją

bezwzględności, okrucieństwu, bratobójstwu. Sam również winien wejść na tę

drogę, przyjąć, że czyny historyczne mają charakter amoralny, czy raczej kierują

się inną moralnością, by zdobyć władzę, odbudować integralność i potęgę

państwa.Myśl o przeciwstawieniu się temu prawu, budowie cywilizacji opartej

na moralności chrześcijańskiej, wydaje mu się pustą mrzonką.Nie ma cech

„męża czynu”. Brak mu pasji władzy, zaś prawdziwa natura skłania księcia ku

kontemplacji, filozofii i kieruje jego emocje ku innej postaci „obcej” w swym

środowisku i „nie z tego świata”, żydowskiej dziewczynie Judycie. „Nie rozumiał

Henryk tego świata, po którym chodził tak długo i w takie rozmaite strony”

– pisze o swym bohaterze Iwaszkiewicz30.Nie rozumiejąc świata i co ważniejsze,

zdając sobie z tego sprawę, nie może go zmieniać. Misja polityka

załamuje się tam, gdzie kiełkować zaczyna misja artysty: poznać, zrozumieć,

wyrazić. Tragicznego artysty bez dzieła, w swej życiowej roli władcy skazanego

na epizodyczność i zapomnienie.

Dylemat Henryka Sandomierskiego, wola działania i patos rezygnacji, są

przetworzeniem rozterek pisarza z okresu „heidelberskiej przygody” i Powrotu

do Europy. ale nie tylko. „Książę Henryk to prawie Piłsudski” – zauważał

w 1935 roku Czesław Miłosz. „zajmuje się gromadzeniem czerwonych tarcz

i ćwiczeniem drużyny, reszta go nie obchodzi, dochodami i mennicą zajmują

się wierni Żydzi”31.Myśl tęMiłosz rozwinął w poświęconym powieści artykule

Swojskie pryncypia i artysta. „Ile razy wezmę do ręki Czerwone tarcze, nie mogę

oprzeć się myśli o Piłsudskim. […] Powraca najbardziej polski problem,

ciężki problem goryczy wodzów. Henryk Sandomierski nie znajduje nikogo,

kto by go wsparł, kto by go zrozumiał pełniej niż przez zwyczajną wierność.

otacza go naród ślepy, cóż z tego, że naród dobrej woli?”32.

„Przypuszczam, żemójHenryk będzie bardzo słaby,niestety, alemuszę go napisać,

odpowiada mi na tysiące pytań i rozstrzyga moje własne zagadnienia […]”

– pisał Iwaszkiewicz w liście do żony33, która z kolei w jednym ze swoich listów

nazwała Czerwone tarcze utworem „pisanym krwią”34. autor decyduje się poddać

powieść publicznej ocenie, publikując ją od marca do lipca 1934 roku w odcinkach

na łamach „gazety Polskiej”.Książkę kończy wmaju i wydaje nakładem

gebethnera i Wolffa, wydawcy Brzeziny i Panien z Wilka oraz wcześniej tomu

szkiców Pejzaże sentymentalne. oprawny w czerwone płótno tom był trzecią

własną książką, jaką otrzymał za pośrednictwem poczty w Kopenhadze. Pierwszy

nakład, mimo obaw pisarza, wyprzedano błyskawicznie i wydawca podjął

dodruki. Prasa jednak wypowiadała się o powieści krytycznie lub powściągliwie.

Miłym dla autora akcentem był przywołany już głos CzesławaMiłosza, opublikowany na łamach „Buntu Młodych”. Młody poeta nazywał powieść książką,

„do której poziomu nieprędko polska proza dorośnie”35. „Właśnie jesteśmy zajęci

badaniem «szarego człowieka» i «odkrywaniem polskiej rzeczywistości» –

ironicznie streszczał tendencje ówczesnej prozy i krytyki – a tu przychodzi ktoś

ze średniowieczem,pokazuje obraz Europy XIII wieku i każe przejmować się losami

korony Bolesława Śmiałego: to nie jest gra fair, to nie jest stanowisko pisarza,

idącego z duchem rynku i czasu. […] Czerwone tarcze Iwaszkiewicza to tylko

czterysta stron czystej wizji.Nie wiem, jak komu,mnie osobiście to wystarcza.

Pomiędzy płaczliwą nudą swojskich reportaży nareszcie jest chwila oddechu, tak,

wytchnienia, coś czystego, jakby ktoś na wiecu zagrał Szopena. Przestrzeń, toczenie

się dziejów, sprawy świata.ale bądźmy spokojni, oni na pewno nie pojmą

nic […]”36.ostatnie zdanie stało się nieświadomą chyba parafrazą słów Dymitra

Fiłosofowa, wypowiedzianych kilkanaście lat wcześniej o innym utworze Jarosława

Iwaszkiewicza.

Ton krytyk średniowiecznej powieści trafiał jednak w czuły punkt.Kończąc

Czerwone tarcze, Iwaszkiewicz myślał nad powieścią współczesną wypełniającą

wszystkie wymienione przez młodego przyjaciela postulaty.Rozpoczął pracę

nad utworem, który planował jako drugie ogniwo powieściowej trylogii.

Czerwone tarcze miały być jej pierwszą częścią, zatytułowaną „Państwo”. Ideowy

tytuł drugiej części, powieści współczesnej, brzmiał: „Społeczeństwo”.

Cykl zamykać miała powieść o upadku Rzymu opatrzona hasłem „Kultura”37.

Projektując fresk współczesnej Polski, pisarz podejmował temat nowy i obcy

sobie, jeśli pominąć budzącą się w nim od czasu do czasu społecznikowską

pasję, która znalazła ujście w kilku mało realnych projektach lub w utworach

o wysokim stopniu zmetaforyzowania. Społeczny realizm zdawał się go odpychać.

Problemy takie jak rozwarstwienie społeczeństwa, bezrobocie, regulacja

urodzin, kwestie koegzystencji wielonarodowej społeczności, nie były żywiołem

jego sztuki.z drugiej strony Iwaszkiewicz nie był artystą głuchym na rzeczywistość

w jej światłocieniach i kontrastach, i poszukiwał narzędzi, które pozwolą

mu swe obserwacje utrwalić. Niejednorodna osobowość pisarza

skazywała go na wewnętrzny konflikt między mieszczańskim „konsumentem

życia” i drzemiącym w nim awangardowym „rewolucjonistą”, którego sama historia

w 1918 roku uczyła odrzucać skostniałe społeczne formy. Skończywszy

lat trzydzieści, nie stał się prorokiem. Rewolucjonistą, przynajmniej zewnętrznie, być przestał. Swą mieszczańską kondycję znosił z godnością i humorem,

podkreślając własny wobec niej dystans, jak choćby w powtarzanym wobec

przyjaciół kalamburze, iż „wszystkie jeścia są od teścia”38. uświadamiał sobie

ograniczenia oglądu rzeczywistości, na jakie skazuje go miejsce społeczne.

Dwoistość tę oddaje sposób,w jaki wspominał później dwadzieścia lat polskiej

niepodległości. „Epoka […] była […] jeżeli nie wesołą, to «zabawową». Niezwykle

dowcipni ludzie, świetne pisma humorystyczne, rój pięknych kobiet

[…] przyjęcia, o jakich się teraz pojęcia nie ma, y compris wymyślne kolacje

u grydzewskiego – i na marginesie te straszne rzeczy, annopol, Brześć, obwiepol,

antysemityzm, zwyczajna głupota i niezwykła podłość”39. z racji

upodobań i temperamentu wpisywał się w krąg postaci kształtujących „Polskę

zabawową” – posiadającą zalety towarzyskie i potrafiącą popisać się nimi

w kraju i za granicą.Dobrze ubraną, umiejącą docenić europejski przebój literacki,

zalety nowej marki samochodu i konstrukcję obiadowego menu. Negatyw

„epoki”, we wspomnieniu pisarza określony suchymi geograficzno-publicystycznymi

hasłami, nie wywoływał w nim porównywalnej temperatury, jak

opalizujące barwami życie warszawskiego towarzystwa.W artystycznym środowisku

stolicy sylwetka pisarza była jednym z emblematów „zabawowej” epoki

Dwudziestolecia. Nie była to jednak cała prawda na jego temat. Był pisarzem

awangardowym – choćby w znaczeniu twórcy chadzającego własnymi

drogami – i każda jego książka różniła się od poprzedniej, jak gdyby zaczynał

pisać od nowa. Społecznego tonu brakowało w skali brzmień jego sztuki.z hasłami

twórczości „aktualnej”weszło wówczas na scenę literacką pokolenie zwane

dziś Drugą awangardą.Wśród jego twórców znajdowało się kilku młodych

pisarzy Iwaszkiewiczowi bliskich: zbigniew uniłowski, Czesław Miłosz czy

nieco później Stanisław Piętak, lub sympatycznych: jak Konstanty Ildefons

gałczyński orazWładysław Broniewski. zaangażowanie i aktualność stały się

literacką modą, a epitet „społeczny” synonimem obiektywnej wagi i głębi.

Iwaszkiewicz pragnął zarazem wzbogacić swe dzieło o nowy ważny ton, sięgając

do korzeni własnego światopoglądu, i wpisać się w tę modę.

Wlipcu 1933 roku w korespondencji pisarza z żoną po raz pierwszy pojawia

się wzmianka o powieści pod tytułem GarażMęki Pańskiej. Inspiracji dostarczyła

wizyta we wrześniu 1930 roku w oberammergau i uczestnictwo w rozsławiających

niemiecką miejscowość przedstawieniach pasyjnych, skomercjalizowanej wersji religijnego teatru. ogniskową skupiającą pomysł i ducha utworu stał się

dziwaczny napis „Passionsgarage”, jaki widniał na jednym z parkingów dla przybywających

na widowisko gości.W słowie tym Iwaszkiewicz dostrzegł symbol

sprzeczności epoki, w zalążku znalazł w nim całą swą powieść40. Mimo iż do

pracy nad utworem przystąpił trzy lata później,w przedmowie do jego drugiego

wydania jako symboliczną datę rozpoczęcia dzieła wymieniał właśnie rok 1930.

Początkowa partia tekstu (cechy rękopisu wskazują, że włącznie do IX rozdziału,

czyli około połowy całości41) powstała w Hellebćk, latem 1933 roku. Na

ukończenie powieść musiała czekać cztery lata.

Wtym okresie Iwaszkiewicz z zaniepokojeniem obserwował wydarzenia europejskiej

sceny politycznej – nie tylko w sensie geograficznym, lecz również psychicznym

daleki był od studiowania polskiego społeczeństwa – co może tłumaczyć

dynamikę pracy nad nową powieścią. W końcu stycznia 1933 roku

niemiecki prezydent Paul vonHindenburg powierzył adolfowiHitlerowi, przywódcy

partii narodowosocjalistycznej, urząd kanclerza, przekonany, że jedynie

on jest w stanie zdobyć poparcie parlamentu zdominowanego przez prawicę

i nazistów.Na pierwszym zebraniu Reichstagu, 21 marca 1933 roku, symbolicznie

ogłoszono powstanie Trzeciej Rzeszy.W zwołanych po zaprzysiężeniu Hitlera

wyborach NSDaP zdobyła większość parlamentarną, zaś jej przywódca,

wykorzystując wypadek podpalenia Reichstagu jako pretekst, wprowadził stan

wyjątkowy i stworzył mechanizmy pozwalające na zawieszenie swobód demokratycznych.

Nazistowscy bojówkarze z dnia na dzień, nie zmieniając poglądów

ani metod, stali się przedstawicielami państwa, zaś rasizm zyskał formy obowiązującej

w Niemczech ideologicznej doktryny. Żydzi stracili prawo pracy w sektorze

publicznym, ograniczano liczbę żydowskich uczniów i studentów.Niecałe

pół roku po objęciu przez Hitlera władzy odbyła się pierwsza akcja publicznego

palenia książek twórców nieakceptowanych przez reżim, w której wzięli udział

studenci,profesura i rektorzy wyższych uczelni. „Świat się zrobił tak straszny, korespondencje

Tonia przejmują mnie dreszczem – zresztą wiadomości gazetowe

także”– pisał Iwaszkiewicz,nawiązując do niemieckich reportaży antoniego Sobańskiego,

publikowanych na łamach „Wiadomości Literackich”. „To uwielbienie

dla czynu, bez zastanowienia, jaki ten czyn ma być, jaki ma być jego cel, to

poniżanie intelektu programowe!” – dodawał42. „Teraz dopiero staje mi się jasne

i zrozumiałe wszystko, co mi jesiennymi wieczorami szeptał Karl w Heidelbergu, i co było naprawdę zachwycające” – zauważa w innym liście. „Wtedy to odnosiło

się do georgego, teraz mogłoby się odnosić do Führera”43.zaczęło rodzić

się w nim uczucie, które wkrótce zdominuje wspomnienie tak istotnego dla pisarza

okresu heidelberskiego: kompleks niezrozumienia niebezpiecznego wymiaru

niemieckiego mitu.Niezrozumienie to przyniosło jednak niezwykłą wiedzę –

świadectwo narodzin faszyzmu opisane przez uczestniczącego świadka. Iwaszkiewicz,

ukrywając się pod pseudonimem Kazimierz Bazar, napisał w tym okresie

dwa artykuły na ten temat:MitologiaNiemiecwspółczesnych („Wiadomości Literackie”

1933, nr 45) i Stefan George („Wiadomości Literackie” 1934, nr 8).

Prywatnie jednak stosunek pisarza do niemieckiego faszyzmu nie był wówczas

jednoznacznie krytyczny. „To, co tworzy rasizm, jest szaleństwem” – stwierdzał

w jednym z listów do żony z tego okresu, dodając, że widzi w tym szaleństwie

korzenie homoseksualne, sakralizację związków między mężczyznami i kult męskiego

piękna – była to swego rodzaju interpretatorska idée fixe pisarza. (Podobnie

twierdziła Maria Morska, która zaczęła wówczas publikować na łamach

„Wiadomości Literackich” pod publicystycznym pseudonimem Mariusz Dawn.

„[…] Ster władzy w Niemczech przeszedł w ręce homoseksualistów”– pisała44).

Wśród haseł określanych przez annę mianem „szatańskich” ileż jednak znajduje

się racji – stwierdza pisarz retorycznie – „ile rzeczy słusznych, ile prawdziwych,

ile naprawdę mocnych i naprawdę dobrych. […] Pod tym szaleństwem (i zakłamaniem

potwornym) kryje się niejedno zdrowe ziarno”45.

autor Czerwonych tarcz wciąż był pod wrażeniem historycznego sztafażu, jaki

przyjmowały faszystowskie idee, które przedstawiano jako propozycję „nowego

średniowiecza”, powrotu do epoki odrodzenia moralnego, rycerskich ideałów,

szacunku dla wartości. Inne elementy do pewnego czasu uważał za niegroźne

i zabawne dziwactwa Niemiec okresu przełomu.Córka pisarza,Maria Iwaszkiewicz,

wspomina na przykład, że podczas jednego z karnawałowych balów w Kopenhadze

ojciec wystąpił w zaimprowizowanym groteskowym przebraniu hitlerowca:

ubrany w tyrolskie spodenki, z domalowanym charakterystycznym

wąsikiem. Biorąc pod uwagę jego dyplomatyczną pozycję, był to dość odważny

żart, choć może należy ten pomysł widzieć już w kategoriach egzorcyzmowania

własnych obaw.

Nie były to jednak elementy, które pozwalały pogodzić się z rasizmem

i przemocą, toteż „nowe średniowiecze” niemieckie rywalizowało w zestawie

pojęć pisarza z „nową barbarią”.W pewnym momencie szala przechyliła się

ostatecznie na krytyczną stronę. Jako kluczowe wydarzenie dla swej politycznej

świadomości i wiedzy o prawdziwym obliczu ideologii i praktyki Hitlera

Iwaszkiewicz traktował mało dziś istotny z punktu widzenia późniejszych

zdarzeń epizod: „noc długich noży” – zlecone przez kanclerza aresztowanie

i stracenie przywódcy Sa, militarnej przybudówki NSDaP, Ernsta Röhma

i jego współpracowników.Wspomniana akcja miała miejsce 30 czerwca 1934

roku i przyniosła około dwustu ofiar (oficjalne źródła podawały siedemdziesięciu

siedmiu zabitych, mówiło się o czterystu ofiarach). Sam Röhm reprezentował

konserwatywne skrzydło niemieckiego narodowego socjalizmu i ze

względów politycznych nie mógł budzić sympatii ani poparcia pisarza. Chodziło

o coś innego. Eliminując brutalnie opozycję wewnątrz partii, Hitler nie

pozostawiał wątpliwości, na co go stać. Fakt z międzynarodowego punktu widzenia

nieistotny, był w stanie pozbawić złudzeń na temat faszystowskiego

konglomeratu szaleństwa i prawdy. Pod maską wartości ukrywało się jedynie

szaleństwo totalitarnych ambicji. Iwaszkiewicz doszedł do tego stwierdzenia

własną drogą.Hitler poinformował opinię publiczną o wydarzeniach, nazywając

je „legalną samoobroną państwa” i momentem, w którym „stał się sędzią

najwyższym tego ludu”. Pisarz wspominał, że zabójstwo Röhma i jego towarzyszy,

o którym dowiedział się w drodze do Hellebćk,wywarło na nim wówczas

„potworne” wrażenie. „Dawno już nic na mnie nie robiło takiego wrażenia”

– wyznawał w liście do żony, „[…] Wierzyć się po prostu nie chciało,

a wyobraźnia podsuwała dziwne i dramatyczne obrazy”46. „Pamiętam zapach

siana w ową czerwcową niedzielę, kiedy gazety doniosły o morderstwie Röhma

i zamieściły cyniczny komunikat na ten temat, podpisany przez Hitlera. zapach

siana pomieszał się wtedy z zapachem krwi, a pogodny dzień zasępił się

prawdziwie strasznymi chmurami. Świat mógł wtedy zrozumieć, czym jest faszyzm

niemiecki – ale nie chciał”47.

Tymczasem rodzina wdrażała wmuszone okolicznościami „życie na dwa domy”.

Lipiec 1933 roku pisarz spędził częściowo w Hellebćk, częściowo na Stawisku.

zimą z 1933 na 1934 anna przebywała z dziećmi w Kopenhadze, wróciła

na Stawisko w maju 1934 roku. Na miesięczny urlop przyjechał wtedy

również Iwaszkiewicz,wykorzystując ten czas na pobyt z rodziną w zakopanem

i wycieczkę do Puszczy Mariańskiej, gdzie zachowała się Senatorówka Gotowcewów, w której mieszkał latem 1913 roku. Nie był to jednak pobyt radosny.

W zabiegach leczniczych i higienicznych, które anna aplikowała cierpiącej na

zatoki Marysi, zauważył oznaki pogłębienia się choroby nerwowej żony. Nie

zmienił się jej stosunek do miejsca pracy męża i w 1934 roku nazywa je już

wprost „wstrętną Kopenhagą”, winiąc miasto za to, że mąż nie lubi Stawiska,

nie mieszka z rodziną i po raz pierwszy w kilkunastoletniej historii ich małżeństwa

spędzają oddzielnie najważniejsze wspólne rocznice48. Jej opór przeciw

duńskiej stolicy i wszystkiemu, co wnosiła w ich życie, był nie do przezwyciężenia.

„Raz jeszcze Ci powtarzam i to po raz ostatni na pewno – pisał w tym

okresie Iwaszkiewicz – obowiązkiem żony jest być razem z mężem. I na to nie

ma żadnych tłumaczeń ani określeń. Wszystko inne jest egoizmem lub pychą.

I przykro mi w dwójnasób, że nie rozumiesz tak prostego obowiązku, natomiast

stwarzasz sobie inne, sztuczne. […] W przeciągu ostatnich lat coraz

bardziej poznaję twój charakter, niezwykły i niespotykany dla innych, zamknięty

i zimny dla najbliższych”49.

Po samotnym powrocie do Kopenhagi czekała pisarza formalna nominacja

na stanowisko pierwszego sekretarza poselstwa, utrwalająca jego pozycję

zawodową, mimo zasadniczych wątpliwości zainteresowanego co do sensu

dalszego pobytu poza krajem. Coraz częściej zaczynał myśleć o traconym

w Kopenhadze czasie, który winien spożytkować wyłącznie na pracę literacką.

„[…] Przegrałem sprawę mojej «działalności dyplomatycznej» i czekam

tylko chwili, aby wycofać się z honorem, nie przyznając się do tego” – pisał

do żony kilka miesięcy po nominacji. I dodawał: „Wiesz dobrze, iż w znacznej

mierze, chcący czy niechcący, przyczyniłaś się do tej klęski […]. Stworzyłem

swój grunt, swój dom, swoje życie – na które starałem się przeflancować

ciebie i dzieci – ale już jest za późno, waszego biernego oporu nie przełamię.

znowu więc muszę przenieść się na wasz grunt, do waszego domu, do waszego

świata, który jest mi prawie tak obcy, jak tobie świat kopenhaski […]”50.

Pisarz utrzymywał w dyskrecji problemy, jakie w życiu rodziny powodował

jego pobyt za granicą. W stolicy Danii sam podejmował oficjalnych gości

poselstwa: Wandę Landowską, Ewę Bandrowską-Turską, Kazimierę Iłłakowiczównę.

Prywatnie przyjmował antoniego Bormana. oboje Iwaszkiewiczowie

gościli przebywających w podróży poślubnej Janinę Konarską i antoniego

Słonimskiego. Przyjaciel z Pikadora, do niedawna zaprzysięgły stary

kawaler, zapowiedział się z żoną lakoniczną depeszą, z której nie można było

wywnioskować, kim jest jego wybranka. Tego ani anna Iwaszkiewiczowa, ani

przebywający z dala od warszawskich plotek jej małżonek nie domyślali się, i dopiero,

obserwując przez lornetkę sylwetki pasażerów na nadpływającym statku,

Iwaszkiewicz miał wykrzyknąć: „Janka!”51. Innym wielkim towarzyskim wspomnieniem

okresu kopenhaskiego była wizyta w tym mieście gwiazdy europejskich

estrad, Jana Kiepury.Na jego cześć wydano przyjęcie w poselstwie – pisarz

pełnił wówczas obowiązki chargé d’affaires – ktore zrelacjonowano w miesięczniku

„Polacy w Danii”, iż: „pan J. Iwaszkiewicz z Małżonką podejmowali

1 X [1934] wieczorem z iście staropolską gościnnością około 150 wybitnych

przedstawicieli duńskiego świata towarzyskiego,muzycznego,dyplomatycznego,

prasy itd.”52. I znów traf chciał, że anna Iwaszkiewiczowa wyjechała do Polski,

gdy mąż zaabsorbowany był trwającym jeszcze duńskim tournée śpiewaka.

PawełHertz, który na przełomie sierpnia i września 1934 roku trafił do domu

na gustav adolfsgade,wspominał gospodarzy jako ludzi „świetnych, pięknych

i z pozoru wesołych […] podczas jakiegoś wykwintnego przyjęcia czy

obiadu”53.Dziwiło go, jak można łączyć takie „życie na błyszczącej powierzchni

świata” ze świadomością jego głębi, prezentowaną przez autora wierszy Lata

1932. „[…] Mało wówczas nawykły do takich światowych wystąpień, powiedziałem

Iwaszkiewiczowi owe słowa, które stanowią początek jego wiersza

Inne życie […]”54. „otrzymałem wtedy po raz pierwszy tak dobitne pouczenie

o dwoistości świata i dwoistej naturze poezji”55.Tą poetycką odpowiedzią był

wspomniany wiersz Inne życie.

Powiedziałeś mi, Pawle, że takiego życia,

Nie zniósłbyś ani chwili. ale ja mam inne,

Które jak ciężka rzeka, skryta pod sklepieniem,

Przemyka się szerokim, choć ciężkim korytem

ukryta – kwitnie wszakże co wiosna białymi

Kwiatami, które pachną i powoli więdną,

Słońca nie widzą może – ale tym bardziej

Pełne są znaczeń trudnych, których nie wyrażę.

Nad tym życiem – to wszystko, co widzisz i ludzie

Widzą – jest tylko cieniem, złudzeniem budowy56.

Bezkompromisowość młodego akolity trafiła w czuły punkt, kazała zadać

pytanie o „inne życie”, które pisarz uważał przecież, jeśli nie za istotę życia to

za ważny element świadczący o wartości jego samego, jak i życia.Metaforyczne

„białe kwiaty”, którymi odkwitało, jednocześnie czyste i bezbarwne, pełne

skaz wynikających z podziemnego rodowodu, miały dzięki owej dwoistości –

pocieszał się Iwaszkiewicz – inne, trudniejsze znaczenie.

Kilkakrotnie odwiedzała Iwaszkiewiczów Hélčne Kahn-Casella, snobując

się tymi wizytami w paryskim towarzystwie. Jej przyjazd we wrześniu 1934 roku

sprowadził annę. Wraz z mężem pokazywała przyjaciółce Kopenhagę,

odense i aarhus. Być może właśnie na obiedzie wydanym dla Kahn-Caselli

Paweł Hertz widział Iwaszkiewiczów „pięknych i z pozoru wesołych”. We

dwoje małżonkowie wyjechali na wybrzeże w jutlandzkim Skagen – najdalej

na północ wysuniętym punkcie Danii, gdzie spotykają się wody Morza Północnego

i Bałtyckiego.W końcu października w towarzystwie Paula Fenneberga

pisarz przyjechał samochodem na Stawisko. Po dwóch tygodniach wrócił

do Kopenhagi z anną, która wytrzymała w Danii miesiąc,w coraz gorszym

stanie nerwów.W grudniu 1934 roku małżonkowie spotkali się na parę dni

w Berlinie, gdzie miało odbyć się wykonanie IV Symfonii Karola Szymanowskiego,

granej przez kompozytora i Filharmoników Berlińskich pod batutą

Wilhelma Furtwänglera.Ten podał się jednak do dymisji w proteście przeciw

zakazowi wykonania dzieła Paula Hindemitha, którego dotknęły antysemickie

szykany. Szymanowski, pełen wątpliwości, czy wypada występować w Berlinie

w tym okresie i nawet potępiany przez niektórych przyjaciół za swą w tej kwestii

zgodę, z pomocą polskich dyplomatów spowodował przesunięcie koncertu

na rok przyszły.Wystąpił natomiast w studiu Radia Berlińskiego, towarzysząc

Eugenii umińskiej jako akompaniator własnych utworów na skrzypce i fortepian.

Iwaszkiewiczowie po raz pierwszy zobaczyli z bliska zmiany w atmosferze

niemieckiej stolicy, jakie wprowadziła władza Hitlera. zimne i deszczowe

grudniowe dni w Berlinie spędzili, spotykając się z kompozytorem. Sylwester

1934 roku zastał ich na Stawisku, po oddzielnie spędzonych świętach Bożego

Narodzenia.

Stan zdrowia anny na Stawisku polepszał się. Była to poprawa obiektywna,

sytuacja psychiczna jej i męża wydawała się nierozwiązywalna.W Kopenhadze

przypływy jej niepokoju powodowały wyrzuty sumienia, że jest dla bliskich ciężarem. Na Stawisku przygnębiała ją samotność, wydawało się, że

obecność męża działałaby kojąco. Najłatwiejszym do wskazania powodem

choroby było wtedy „życie na dwa domy”. „[…]Mam się źle, nawet bardzo źle

i niestety nie widzę żadnej możliwości wyleczenia, jeśli nie zmienią się warunki,

w jakich żyję” – pisała w końcu grudnia 1934 roku do Hélčne Kahn-Caselli.

„Widzę teraz, że życie bez Jarosława działa na mnie może jeszcze gorzej niż

oddzielenie od dziewczynek.Nocą czy przy przebudzeniu czuję się lepiej, gdy

mam go koło siebie.Nie chcę jechać do sanatorium, czuję z pewnością, że najtrudniejszą

dla mnie rzeczą jest samotność, pozostawanie w dzień i w noc sam

na sam ze swoimi myślami”57.

Wyjeżdżając do Kopenhagi w pierwszych dniach 1935 roku, Iwaszkiewicz

zostawiał żonę w stanie, który określał jako „prawdziwie opłakany”58.Nie tylko

troska o starszą córkę przybierała już wymiary obsesji, lecz chorobliwe było

samo jej zachowanie się – ukrywanie się przed ludźmi, odmowa wstawania

z łóżka, jedzenia, ubierania się. Ciężko chora na zatoki Marysia miała wkrótce

przejść operację i nic w związku z tym nie wróżyło, że stan psychiczny anny

ulegnie poprawie. „Trzeba to wszystko jakoś przetrwać spokojnie, a da Bóg,

że się wszystko odmieni na lepsze – pisał Iwaszkiewicz już z Kopenhagi –

w takich jednak próbach naprawdę chciałbym, abyś wierzyła, że jestem myślami

i sercem przy tobie, i że odczuwam tak bardzo naszą niezaprzeczalną sakramentalną

jedność, jaką tylko w małżeństwie odczuwać można. Chciałbym,

aby ta wiara pomogła ci do przezwyciężenia tego wstrętnego choróbska, które

ciebie zjada, wypacza twoje myśli, charakter, całe twoje życie”59.

Prywatna wizyta w Kopenhadze ministra spraw zagranicznych Józefa Becka,

która zatrzymała pisarza w Boże Narodzenie 1934 roku w Danii, miała

dlań niebagatelne znaczenie. Prawdopodobnie wówczas zdecydowało się przeniesienie

Iwaszkiewicza na inną placówkę dyplomatyczną, gdzie miał objąć tę

samą co w Kopenhadze funkcję. Przypadli sobie zresztą z Beckiem do gustu,

zwłaszcza gdy podczas urządzonego 29 grudnia 1934 roku przez pisarza śniadania

okazało się, żeminister w 1918 roku służył na ukrainie w sztabie III Korpusu

i teraz przy udawanym zainteresowaniu posła Sokolnickiego wraz z byłym

podkomendnym wspominał szczegóły walk w Tywrowie,gniewaniu i odwrotu

do uładówki.Warto przy tym dodać, że snobizm Iwaszkiewicza w stosunku

do przełożonego i jednego z najważniejszych ówczesnych polskich polityków,

który nieoczekiwanie okazał się dawnym towarzyszem broni, niemalże „kolegą

z wojska”, spotkał się z czymś w rodzaju snobizmu ministra na znajomości

w świecie artystycznym.Beck znał nazwisko poety równie dobrze jak podwładny

jego nazwisko i był go równie ciekaw jako człowieka. Poza ukraińskim epizodem

zdarzyło im się jeszcze co najmniej jedno spotkanie – wWarszawie lat

dwudziestych. „Pamiętam, kiedyś zaszliśmy z moją żoną do astorii – opowiadał

Iwaszkiewicz wiele lat później – nie było nikogo oprócz naszego przyjaciela

Tolka. Siedliśmy we trójkę przy stoiku równoległym do wielkiego ołtarza

KornelaMakuszyńskiego, do którego nam,młodym, zbliżać się nie było wolno.

[…] aż tu przysiadło się dwóch oficerów. Szybko zjedliśmy po porcji słynnej

szarlotki z kremem i wyszliśmy z restauracji.Moja żona zrobiła awanturę: jak

oni mogli się do nas przysiadać! Tolek ich bronił: czego chcecie, i Beck, iWieniawa

są bardzo kulturalni. «Być może – powiedziała moja żona – ale to nie nasze

towarzystwo!»”60. Jedna rzecz pozostała od tego czasu bez zmian: Beck nadal

chętnie przysiadał się do stolika Iwaszkiewicza. Kilka miesięcy później

pisarz odebrał przekazaną mu listownie przez Mieczysława grydzewskiego

wiadomość, iż: „Beck nie ma słów dla Ciebie jako urzędnika”61.

Nowe miejsce pracy nie od razu było znane. Iwaszkiewicz liczył na mianowanie

do poselstwa wWiedniu. 8 lutego 1935 roku minister podpisał jego nominację

do Brukseli62. Kierowano go na stanowisko pierwszego sekretarza,

znacząco podnosząc uposażenie.Decyzja rozwiązywała problem skomplikowanych

stosunków Iwaszkiewicza i Sokolnickiego. z Rimbaudowskiego miasta

bliżej było zarówno na Stawisko, jak i do Paryża.anna nie była zachwycona tą

zmianą, tym razem ze względu na klimat – „ale sądzę, że zadowolona byłaby teraz

tylko, gdybym zdecydował się zamieszkać na Stawisku, co wydaje mi się

obecnie prawie niemożliwe” – komentował Iwaszkiewicz63. Nowe stanowisko

miał objąć od maja 1935 roku.

Tymczasem próbował na odległość zająć się stanem zdrowia żony. Snuje

plany wydania zbioru jej szkiców literackich,mając nadzieję, że myśl ta odwróci

jej uwagę od kwestii zdrowia córek i własnych problemów. Namawia annę

na przyjazd do Kopenhagi. Ten, jak na złość, komplikuje żałoba panująca

na dworze królewskim. Pisarz uważa, że przyjazd osoby, która nie brała udziału

w uroczystościach pogrzebowych, może być źle przyjęty i próbuje nakłonić

dopiero co przekonaną do podróży żonę do zmiany planów.Kwestia ta staje się

w jej oczach symbolem ich osobistego życia, niefortunnie wplątanego w sieć

niesprzyjających zewnętrznych uwarunkowań. Do obaw o zdrowie starszej

córki dołącza w tym czasie obsesyjny lęk, iż mąż zamierza ją opuścić. ostatnich

kilka lat ich wspólnego życia traktowała jako czas permanentnego wewnętrznego

rozdarcia.

Anna Iwaszkiewiczowa przyjechała do Kopenhagi w pierwszych dniach

lutego 1935 roku, jak mąż wspominał później: „w bardzo złym stanie”64.

„[…] Myślę, że pobyt tutaj dobrze jej zrobi” – pisał wówczas do Hélčne

Kahn-Caselli. „Panuje nad sobą, wychodzi, bawi się trochę, to już dużo”65.

Widząc, że uspokaja ją morze, odbywał z żoną długie spacery po nabrzeżu.

„[…] Rozburzone fale marcowego morza uspokajały ją trochę – wspominał

– przynosiły jakąś ulgę w tej strasznej chorobie, która była niepokojem,

okropnym, najwyższym niepokojem”66.

Czekały ich wizyty pożegnalne i konieczność podejmowania przyjeżdżających

do stolicy Danii gości. anna kilkakrotnie wymawiała się od towarzyszenia

mężowi w tych spotkaniach, prosząc, aby usprawiedliwił ją chorobą.Wbuchalterii

prowadzonej przez Władysława Kucharskiego pojawia się rubryka

wydatków na lekarstwa. 26 lutego 1935 roku wspólnie przyjęli na śniadaniu

koncertującego w Kopenhadze artura Rubinsteina.Wczasie pobytu na gustav

adolfsgade pianista otrzymał wiadomość, że po raz pierwszy został ojcem67.Podejmowali

Karola Szymanowskiego, który w marcu 1935 roku wyjechał w trasę

koncertową po Skandynawii, obejmującą występy w Sztokholmie,oslo, Bergen

i Kopenhadze. Wraz z zaprzyjaźnionym z Iwaszkiewiczami młodym skrzypkiem

Romanem Totenbergiem i duńską śpiewaczką Inger Raasloff wystąpił na

zorganizowanym i finansowanym przez pisarza koncercie kompozytorskim.

Występ odbył się 22 marca 1935 roku w sali kameralnej przy Bredgade.Wykonano

Mity, Kaprysy Paganiniego w opracowaniu Szymanowskiego, Taniec góralski

z Harnasiów, Pieśni muezina. Kompozytor, akompaniujący przy tych

utworach,wykonał solo trzy mazurki.Koncert nie cieszył się zainteresowaniem

publiczności ani dobrą prasą, w tych obu kwestiach przyćmiło go swym blaskiem

wydane przez małżonków popołudniowe przyjęcie w przeddzień występu.

anna Iwaszkiewiczowa nie wzięła udziału ani w przyjęciu, ani w koncercie.

„[…] Była poważnie chora i nie opuszczała łóżka” – wspominał mąż68.uroczystość

zaś stała się symbolicznym pożegnaniem obojga z Kopenhagą, a przyszłość

pokazała, że i z życiem dyplomatycznym. Dziennik „Dagens Nyheter” donosił:

„Wśród znanych osobistości, które spotkaliśmy tam, obecny był polski minister

Sokolnicki z małżonką, niemiecki minister baron von Richthofen i baronowa

von Richthofen, radca Bolt Jorgensen z Ministerstwa Spraw zagranicznych,

włoski chargé d’affairesMario Pansa, amerykański radca ambasady NorthWinship

z małżonką, pani arsčne-Henry, radca poselstwa niemieckiego Duckwitz,

sekretarz poselstwa belgijskiego Verstraete, młode aktorki Ilona Wieselmann

i Ebba With, wydawca muzyczny Solderingo, profesor Paul Fenneberg, poseł

urlichsen z małżonką, śpiewaczka Inger Raasloff, profesor Marguerite Hollatz,

rosyjski senator van der Vielt z małżonką i polski skrzypek wirtuoz Roman Totenberg”

69.

Karol Szymanowski, który mieszkał wtedy u Iwaszkiewiczów i nie można

było stosować wobec niego towarzyskiej mobilizacji, pisał do Hélčne Kahn-

-Caselli o chorobie żony przyjaciela i dniach spędzonych na gustav adolfsgade:

„Nie potrafię Pani wyrazić, jakie straszne zrobiło to na mnie wrażenie –

i jak żal mi Hani, a także Jarosława – którego głęboko podziwiałem za jego zachowanie

w stosunku do niej.Wartość ludzi najlepiej poznaje się w nieszczęściu”

70. Jak poważny był to stan, świadczy fakt, że Iwaszkiewicz podjął decyzję,

by nie tracąc ani chwili, odwieźć żonę do Polski.Wyjechali rankiem następnego

dnia po koncercie Szymanowskiego, pozostawiając kompozytora w ich domu

pod opieką służby.Kopenhaski okres świetności i życia towarzyskiego, którego

ukoronowanie pisarz przeżywał samotnie dzień i dwa dni wcześniej,

traktując je już jak wyrafinowaną męczarnię, dobiegł w ten sposób końca.Choroba

żony w jego pamięci rzuci głęboki cień na kopenhaski epizod biografii.

Kultura Danii będzie mu zawsze bliska, bliższa nawet niż w latach spędzonych

w Kopenhadze, z sympatią myśleć będzie o tym kraju i jego mieszkańcach,

wizyty w Danii otwierać w nim będą jednak dawną ranę. Po latach, w chwili

refleksji nad swą biografią, zanotuje w Dzienniku znamienne zastrzeżenie:

„[…] Biorę życie «jak idzie» i nigdy niczego nie żałowałem, bo wiem, że nie

mogło być inaczej, jak było. Tylko jedno: mogłem nie pojechać do Kopenhagi

i nie trzeba było tego robić. Ale to tylko ten jeden krok w życiu”71.

Zawartość